Uzależnienie od miłości – Eugenia Herzyk

Rozdział 5
Zakochani w romansach

Zakochanie to cudowny stan. Za emocjonalno-seksualną euforię odpowiedzialne są specyficzne neuroprzekaźniki, produkowane przez ludzki mózg – z dopaminą i fenyloetyloaminą na czele.
Ich działanie podobne jest do narkotyków, pobudzają bowiem mózgowy ośrodek przyjemności. I tak jak one, mogą prowadzić do uzależnienia.
 

Osoby, które zakochanie kojarzą z miłością, nie potrafią stworzyć długotrwałych i satysfakcjonujących związków, gdyż ten stan prędzej czy później przemija. Ośrodek przyjemności przestaje reagować na wytwarzaną przez mózg dawkę wewnętrznych narkotyków. Emocjonalno-seksualny „haj”, jakim jest zakochanie, powoduje, że idealizuje się partnera. Tak naprawdę uczuciem obdarza się nie człowieka, ale własne wyobrażenie o nim. Póki neuroprzekaźnikowy koktajl oddziałuje na mózg, zakochani żyją w iluzji, odmiennym stanie świadomości, który nie pozwala realnie ocenić rzeczywistości. A gdy przestaje, zauważają z przerażeniem, że ich ideał ma zupełnie inny system wartości, mlaska przy jedzeniu i przydałoby mu się zrzucić kilka kilogramów. Nie mają o czym ze sobą rozmawiać, a w łóżku zaczyna brakować spontaniczności. I jest to dla nich wystarczający dowód na to, że już przestali kochać. Sfrustrowani, że znów w swoich poszukiwaniach wielkiej miłości nie trafili na właściwego partnera, rozglądają się za kolejnym kandydatem.

Przedstawione tu zachowania są charakterystyczne dla uzależnionych od romansów. Najczęściej dotyczy ono kobiet, u których w stanie zakochania przeważa euforia emocjonalna. Euforia głównie seksualna dominuje zwykle u mężczyzn – uwodzicieli, opisanych w poprzednim rozdziale.

Życie jak bal

Uzależnione od romansów kobiety zazwyczaj znakomicie kierują swoim życiem zawodowym, są niezależne finansowo. Postrzegane są jako osoby radosne, bezpośrednie i przebojowe. A to, że często zmieniają partnerów należy do ich stylu życia. Są singielkami, mającymi za sobą kilka związków, albo mężatkami, romansującymi za plecami partnera. Można powiedzieć, że kobiety takie traktują życie jak bal, na który zaproszenie otrzymuje się tylko raz. Czy rzeczywiście są szczęśliwe, tak jak wyglądają?

Ola ma 35 lat i samotnie wychowuje kilkunastoletnią córkę. Gdy dziecko trochę podrosło, często zostawiała je pod opieką babci, a sama spotykała się z poznanymi w Internecie mężczyznami. To były krótkotrwałe romanse, ale nie oczekiwała niczego więcej. Uwielbiała być adorowana i podziwiana za swoją urodę i dotychczasowe osiągnięcia w życiu zawodowym – była uznaną kreatorką wnętrz. Po siedmiu latach postanowiła się rozwieść, miała dość milczącego męża i udawania kochającej żony. Od tego momentu jej życie stało się pasmem kolejnych relacji z mężczyznami – najdłuższa trwała trzy miesiące. Scenariusz był zawsze podobny. Zakochiwała się błyskawicznie, potem była wielka namiętność, ale gdy jej emocje opadały lub gdy widziała, że mężczyźnie zaczyna na niej zależeć, zrywała związek. Najbardziej ceniła sobie wolność, wszelkie zobowiązania w relacjach mocno ją ograniczały. Jednak kolejne romanse przestawały ją bawić. Do psychologa poszła z powodu córki – miała wrażenie, że straciła z nią kontakt. Dziewczyna przestała się uczyć, wpadła w złe towarzystwo. Po kilku rozmowach z psychologiem Ola zrozumiała, że przyczyna problemu tkwi w niej. W jej lęku przed bliskością, który nie pozwala nawiązywać dojrzałych relacji, także z własnym dzieckiem.

Pomimo swojej dorosłości w środku Ola wciąż czuła się małą dziewczynką, spragnioną miłości i przytulenia. Ale gdy spotykała spokojnego, szczerego mężczyznę, który mógłby jej to ofiarować, nie czuła żadnego „iskrzenia” i taki ktoś zupełnie jej nie interesował. Uświadomiła sobie, że – choć oceniana jako towarzyska i otwarta – całe życie uciekała od swoich uczuć i emocji, a wszystkie jej związki były bardzo powierzchowne. Odgrodziła się murem od ludzi, traktowała ich przedmiotowo, jako obiekty do zaspokajania własnych potrzeb. Nikomu nie dała poznać się naprawdę, bo obawiała się, że jej prawdziwa twarz się nie spodoba. Otwartość kojarzyła się jej z ryzykiem zranienia. Strach przed odrzuceniem powodował, że to ona zawsze zrywała związek pierwsza.

Bez zobowiązań

Źródła lęku przed bliskością tkwią w braku poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Gdy dziecko nie ma zaspokojonej tej podstawowej potrzeby, świat zewnętrzny jawi mu się jako pełen zagrożeń, którym może się przeciwstawić jedynie poprzez izolację i szukanie oparcia w sobie.

Matka Oli była schorowaną kobietą, która często mdlała – mała dziewczynka była dla niej wsparciem, wiele razy wzywała pogotowie. Ojciec – pracoholik, wiecznie nieobecny, całkiem dobrze zarabiał, ale notorycznie pożyczał pieniądze. Rodzina żyła biednie i Ola codziennie wysłuchiwała narzekań zrozpaczonej matki, że nie starczy jej do pierwszego. Ola nie mogła sobie pozwolić na smutek – za wyrażanie tych uczuć była karcona. Gdy płakała, surowy ojciec zawsze jej powtarzał, że rozpacz to dodawanie złego do zła.

Ola nauczyła się być samowystarczalna – dobrze się uczyła, już na studiach zaczęła pracować. Szybko wyszła za mąż, byle tylko uciec jak najdalej od problemów rodzinnego domu. Nigdy nikogo nie prosiła o pomoc. Do innych ludzi podchodziła nieufnie, doszukując się w każdym ich zachowaniu chęci wykorzystania jej.

Osoby przejawiające lęk przed bliskością są w stanie tworzyć jedynie romantyczne relacje bez zobowiązań, z których łatwo się wycofać lub też – jak w przypadku uzależnionych od uwodzenia – oparte wyłącznie na seksie. Zaangażowanie się w związek i konieczność brania pod uwagę potrzeb partnera traktują jako utratę własnej wolności i integralności. Bliskość oznacza dla nich zagrożenie poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej strony w ich podświadomości tkwi olbrzymia potrzeba miłości – kochania i bycia kochanym, której jednak nie potrafią zrealizować.

Sposoby na lęk

W obliczu każdego lęku człowiek przyjmuje jedną z trzech strategii – ucieczkę, walkę lub zastygnięcie w bezruchu i udawanie martwego. Uzależnienie od romantycznych uniesień w swej istocie jest ucieczką od lęku przed bliskością. Brak sił do podjęcia jakiejkolwiek akcji u ludzi objawia się depresją. Walkę podejmują ci, którzy potrafią się do tego przyznać i poprzez mozolną pracę nad sobą uczą się budowania bliskich relacji.

Do nałogu dochodzi wtedy, kiedy czynnik uzależniający służy do regulowania emocji. Uzależniona od romansów nie potrafi być sama – zaczyna odczuwać wewnętrzną pustkę, jałowość swojego życia, bez mężczyzny nie czuje się kobietą. Aby stłumić te nieprzyjemne uczucia, sięga po kolejną dawkę narkotyku – zakochuje się w następnym obiekcie. Ale oprócz przymusu powtarzania tych samych schematów, prowadzących do przyjemności, nałóg charakteryzuje się również tym, że aby osiągnąć ten sam stan pobudzenia, dawka narkotyku musi być coraz większa. Iluzja poszukiwania miłości pryska, gdy kolejna romantyczna relacja się kończy, a do szczęścia wciąż jest daleko.

Osoby unikające bliskości tworzą relacje i związki dwojakiego rodzaju. Pierwszy – z partnerami podobnymi do siebie. Obydwoje od początku swoją relację traktują jako tymczasową, unikając zaangażowania i planowania wspólnego życia. Uzależnione od romansów kobiety zakochują się w mężczyznach niedojrzałych, wiecznych imprezowiczach albo żonatych poszukiwaczach przygód. Takich, dla których również liczy się emocjonalno-seksualna euforia, a życie w stałym związku jest nudne. Gdy intencje partnerów są takie same, przynajmniej nawzajem się nie ranią – wykorzystują się bowiem w równym stopniu. Jednak często w grę wchodzą osoby trzecie. Kobieta romansująca z żonatym mężczyzną nie zastanawia się nad tym, że krzywdzi inną kobietę. Potrafi wymyślić na własny użytek setki usprawiedliwień, byle tylko odsunąć od siebie poczucie winy. Lęk przed bliskością jest pożywką do rozwoju egoizmu i myślenia wyłącznie o własnych potrzebach.

Ludzie dobierają się także na zasadzie przeciwieństw. Partnerami osób unikających bliskości stają się również ci, u których dominuje lęk przed samotnością. Potrafią dać ciepło i wsparcie, a panicznie bojąc się porzucenia, poświęcają się całkowicie partnerowi. Dają, nie oczekując niczego w zamian, oprócz iluzji, że są kochane. To ci, którzy „kochają za bardzo”. Takie związki, w których jeden partner tylko bierze, a drugi wyłącznie daje, potrafią trwać latami.

Wzorce kulturowe

Wiedzę, czym jest dojrzała miłość, można wynieść tylko z rodzinnego domu. W dojrzałej miłości nie ma mowy o używaniu drugiego do własnych celów, o jego wykorzystaniu dla zaspokojenia własnych potrzeb. Dojrzała miłość nie jest egoistyczna. Jeśli jednak dziecko wychowywane jest w atmosferze, że na rodzicielską miłość musi zasłużyć, jeśli rodzice nie zapewnili mu poczucia bezpieczeństwa, jeśli widzi, że w swoim związku nie są szczęśliwi, to zaczyna tworzyć fantazje na temat prawdziwej miłości. Miłość zaczyna być kojarzona z emocjonalno-seksualną euforią. Tymczasem dojrzała miłość to radość bycia razem, ale także intymna więź, spokój i poczucie bezpieczeństwa. W takim stanie błogiej szczęśliwości w mózgu człowieka wytwarzają się endorfiny. Jeśli jest się otwartym na drugiego człowieka, akceptuje się zarówno jego mocne, jak i słabe strony, potrafi dbać nie tylko o własne potrzeby, ale również partnera, to kiedy stan zakochania mija, pojawia się chęć do budowania trwałego związku, opartego na dojrzałej miłości.

Gdy oczekuje się wiecznej euforii, ma się na uwadze wyłącznie dobro własne, to w relacjach z innymi ludźmi wpada się w pułapkę uzależnienia. Każdy związek oparty na uzależnieniu jest toksyczny, ponieważ wprowadza w życie destrukcję i blokuje osobisty rozwój. Nałogowcem miłości romantycznej rządzi przymus nieustannego polowania na obiekty swoich zauroczeń. Notorycznie flirtując, uwodząc i wchodząc w krótkotrwałe związki, szuka zapewnienia emocjonalnej i życiowej stabilności poza sobą, w obiekcie miłosnych westchnień, bowiem sam takiej stabilności zapewnić sobie nie potrafi. Używa swoich partnerów, tak jak alkoholu czy narkotyku, do stłumienia cierpienia i uzyskania chwilowego stanu błogiego spokoju.
Jeśli emocjonalno-seksualna euforia staje się sposobem na radzenie sobie w życiu, wybór partnera podlega niezdrowym kryteriom – nigdy nie będzie się go traktować jako kogoś równego sobie, przyjaciela i towarzysza życia.

Dorosłe dzieci

Każdy nałogowiec, także uzależniony od romansów, wyrósł w rodzinie dysfunkcyjnej i z tego powodu w swoim rozwoju emocjonalnym zatrzymał się na etapie dziecka. Cechy typowe dla „dorosłego dziecka” to uciekanie od problemów, zamiast rozwiązywania ich, preferowanie życia w iluzji, zamiast skonfrontowania się z prawdą, budowanie poczucia własnej wartości na ocenie innych, a nie poprzez pokochanie i akceptację siebie. „Dorosłe dziecko” nie potrafi wyrażać swoich uczuć, budować bliskich relacji i zbudować zdrowych granic – albo z obawy przed zranieniem otacza się murem i nie dopuszcza nikogo do siebie, albo z powodu braku poczucia własnej tożsamości pozbawia się granic całkowicie i daje się krzywdzić.

Jeśli rodzice są „dorosłymi dziećmi”, nie potrafiąc dojrzale kochać, wypuszczają w świat kolejne „dorosłe dzieci”. Co może przerwać ten tragiczny w skutkach pokoleniowy łańcuszek? Często dopiero jakiś życiowy kryzys. Jeśli uzależnionej od romansów kobiecie ktoś powie, że ma problem, ta mając poczucie, że jest wyjątkowo szczęśliwą osobą, wyśmieje go. Dopóki nie zda sobie sama sprawy ze strat, jakie nałóg spowodował w jej życiu, dopóty tkwić będzie w charakterystycznym dla każdej uzależnionej osoby zaprzeczeniu.

Ola po półtorarocznej terapii jest zupełnie inną kobietą. Z córką ma teraz wyśmienity kontakt. Pierwsze rozmowy były bardzo trudne, ale gdy nauczyła się mówić o swoich uczuciach, jej córka odwzajemniła się tym samym. Sporo czasu spędzają razem – na wspólnych wyjazdach, czy wypadach do kina. Pozwala też córce mieć własne życie i obdarza ją teraz pełnym zaufaniem. To córka zresztą zasugerowała zmianę szkoły, by odciąć się od koleżanek, które namawiały ją do zażywania narkotyków. Ola na razie nie chce tworzyć żadnego związku – mówi, że nie czuje się jeszcze wystarczająco dorosła.

——————————————————————

 

 

KWESTIONARIUSZ DO AUTODIAGNOZY
Sprawdź, czy jesteś uzależniona od romantycznej miłości

Czy często zakochujesz się „od pierwszego wejrzenia”? 

Czy w związkach unikasz głębszego zaangażowania?

Czy ciągle poszukujesz nowych znajomości z mężczyznami,
np. w Internecie?

Czy bycie z jednym partnerem w stałym związku wydaje Ci się
po prostu nudne?

Czy, kiedy jesteś sama, bez żadnego partnera, masz poczucie wewnętrznej pustki?

Czy nie masz oporów przed romansowaniem z żonatymi mężczyznami?

Czy nie widzisz nic złego w zdradzaniu swojego partnera?

Czy sądzisz, że życie bez emocjonalno-seksualnej euforii nie miałoby sensu?

 

 

Czy odczuwasz, że Twoje relacje z mężczyznami mają bardzo podobny schemat? 

Czy zatraciłaś rachubę swoich partnerów seksualnych?

Czy zwykle oceniasz mężczyzn, których poznajesz, jako potencjalnych partnerów?

Czy zauważasz, że do osiągnięcia fizycznego i emocjonalnego zaspokojenia potrzeba Ci coraz większej rozmaitości i intensywności /
w seksualnych lub uczuciowych kontaktach?

Czy potrzebujesz stanu zakochania i seksu, by poczuć się
„jak prawdziwa kobieta”?

Czy masz wrażenie, że Twoje romantyczne podboje sprawiają, że kręcisz się w kółko?

Czy przychodzi Ci na myśl, że gdyby nie Twój pościg za emocjonalno-seksualną euforią, osiągnęłabyś w życiu o wiele więcej?

Jeśli pozytywnie odpowiedziałaś chociaż na jedno pytanie, najprawdopodobniej jesteś uzależniona od romansów. Być może nie widzisz jeszcze zgubnych skutków swojego nałogu.

Bilans zysków i strat
Podejdź do swojego życia jak księgowa i określ, jaki wpływ na nie miały Twoje dotychczasowe relacje z mężczyznami. Weź kartkę i narysuj pionową kreskę. Po lewej stronie umieść nagłówek – ZYSKI, po drugiej – STRATY.

W pierwszej rubryce określ korzyści, jakie osiągnęłaś w tych relacjach. Jakie Twoje potrzeby były zaspokajane? Co osiągnęłaś dzięki nim? Jakie przyjemne emocje i uczucia im towarzyszyły?

W rubryce drugiej spisz straty. Zastanów się, co więcej mogłabyś osiągnąć w życiu, gdyby tych związków nie było? Z zaspokojenia jakich własnych potrzeb zrezygnowałaś? Jakie nieprzyjemne uczucia i emocje im towarzyszyły? Czy krzywdziłaś inne osoby, wchodząc w te związki?

Na koniec przeanalizuj obie listy i wyciągnij wnioski.

——————————————————————

 

 

HISTORIA PRZYPADKU
Duszę się przy tobie 

Paulina, zadbana trzydziestolatka, nie pamięta imion wszystkich mężczyzn, którzy pojawili się w jej życiu. Rodzinnego domu woli nie wspominać – była najmłodsza z piątki rodzeństwa. Ojciec nadużywał alkoholu, matka wiecznie się wściekała. Wiele razy Paulina słyszała od niej, że jest niechcianym dzieckiem i lepiej by się stało, gdyby zdechła przy porodzie.

 

 

W wieku dziewiętnastu lat przeprowadziła się do innego miasta – zaczęła pracować, poszła na zaoczne studia. I zachłysnęła się swoją dorosłością. Alkohol, imprezy, przygodne znajomości – żyła na całego. Z Mariuszem była prawie dwa lata, bo seks z nim był super, łączyło ich też wspólne zainteresowanie – uwielbiali jazz. Nie przeszkadzało jej, że Mariusz jest żonaty i zawsze na weekendy jechał do żony i dzieci. Ona miała własne towarzystwo, chodziła na imprezy, często po nich lądowała z kimś w łóżku. Coraz częściej jednak miała poczucie, że przestaje kierować własnym życiem – zawaliła dwa egzaminy, po tym, jak parę razy spóźniła się do pracy, dostała upomnienie.

Porządek w jej życiu wprowadził Robert – ustatkowany, zawsze punktualny, otaczający ją szacunkiem i adoracją. Dzięki niemu wzięła się w garść i skończyła studia. A gdy zaproponował jej małżeństwo – długo się nie zastanawiała. Wyobraziła sobie, że dzięki niemu ułoży sobie życie. Z racji swojego zawodu Robert musiał przeprowadzić się do innego miasta. Była nawet zadowolona, że odetnie się od przeszłości.

Wzięli ślub, niestety, już po kilku miesiącach Paulina miała dość. Jego pedantyczność i wieczne kontrolowanie tego, co robi, doprowadzały ją do szaleństwa. On uwielbiał sport – ona dostawała zadyszki po dłuższym spacerze. Ona kochała muzykę – jego koncerty nudziły. Rozmowy kończyły się awanturą i wzajemnym zwalaniem na siebie winy. Czuła się jak w klatce. Roberta zdradziła kilka razy, umawiając się przez Internet na randki. Ostatnia znajomość – z Bartkiem – okazała się czymś głębszym.

Paulina zakochała się i miała wrażenie, że z wzajemnością. Często wyskakiwali na imprezy, znakomicie im się rozmawiało, seks był wyjątkowo spontaniczny. Kiedy Bartek zaproponował jej wspólne zamieszkanie – nie wahała się. Robertowi po trzech latach powiedziała – żegnaj – i złożyła wniosek o rozwód. Przy Bartku znów poczuła, że żyje. Skończyła studium podyplomowe, prowadzili bujne życie towarzyskie. Bartek unikał tematu ich dalszych życiowych planów – był praktykującym katolikiem, a jego matka przeciwstawiała się związkowi z rozwódką…

Kiedy Paulina przyłapała go na flirtowaniu z panienkami w Internecie i wysyłaniu swoich nagich zdjęć do serwisów randkowych, zarzuciła mu hipokryzję. W łóżku było coraz gorzej. Paulina nie tak wyobrażała sobie wielką miłość. Bartka też zaczęła zdradzać. Miała kilka krótkotrwałych romansów, które dodawały blasku jej szaremu i nudnemu już życiu z partnerem. W pracy awansowała na kierownicze stanowisko. W tajemnicy przed Bartkiem kupiła na kredyt własne mieszkanie.

W pracy nie wdawała się w żadne flirty z mężczyznami. Jednak nie potrafiła oprzeć się urokowi Tadeusza, młodszego od niej o sześć lat kierowcy w firmie. Kiedy pierwszy raz zatańczyli ze sobą na dyskotece, poczuła niezwykłą więź. Dwa tygodnie później zakończyła trwający ponad pięć lat związek z Bartkiem i wyprowadziła się do swojego mieszkania. Codziennie wieczorem przychodził do niej Tadeusz, ofiarując rozkosze seksu, których dotychczas nie znała. Tadeusz wówczas był jeszcze żonaty, ale mówił, że jego rozwód jest kwestią czasu. Wkrótce wprowadził się do jej mieszkania. Paulinie wydawało się, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. Miała wyrzuty sumienia, gdy dowiedziała się od znajomych, że Bartek po rozstaniu z nią wpadł w depresję.

Tadeusz ujął ją swoją opiekuńczością, wylewnością, całkowitym zrozumieniem jej potrzeb. Gdy byli w towarzystwie, adorował ją tak, jak nikt dotąd. To były cudowne, wspaniałe chwile. Gdy Tadeusz kupił własne mieszkanie, przekonał Paulinę, że powinni zamieszkać u niego, tak też zrobiła i zajęła się jego urządzeniem. Tadeusz postanowił kupić samochód – wyłożyła połowę pieniędzy. Coś się jednak między nimi zaczęło psuć. Paulina starała się być kochającą partnerką, ale czuła, że Tadeusz emocjonalnie się od niej odsuwa. Nie mogła uwierzyć, że skończyła się euforia, a zaczęła szara rzeczywistość. Szukając jakiegoś wytłumaczenia, zaczęła podejrzewać Tadeusza, że ją zdradza. Sprawdziła jego pocztę, telefon, włamała się na gg. I odkryła, że jej podejrzenie było prawdą. Dostała ataku szału – zrobiła mu potworną awanturę. Z jego strony była skrucha, przeprosiny. Dała mu szansę. Ale od tej pory Tadeusz całkowicie zamknął się w sobie, w seksie był nieobecny. Przy kolejnej kłótni, gdy zagroziła mu rozstaniem, powiedział: to się wyprowadź, nie mam zamiaru znosić twojej zaborczości i zazdrości, czuję się jak w klatce, duszę się przy tobie. Nie mogła w to uwierzyć, zaczęła go błagać na kolanach, by pozwolił jej zostać.

Ale od tej pory jej życie stało się jednym pasmem cierpień. Ciągle go śledziła, wydzwaniała, czekała na SMS-y, a gdy wyjeżdżał służbowo, nie mogła sobie znaleźć miejsca. Przestała jeść, cierpiała na bezsenność, wiecznie płakała. W takim stanie trafiła do psychoterapeutki.

Dziś Paulina jest wciąż na terapii. Rozstała się z Tadeuszem, pozbyła obsesyjnych zachowań, odbyła żałobę po stracie i zajęła się sobą. Zrozumiała, że nikt nie jest w stanie dać jej tego, czego sama nie jest w stanie dać sobie sama. Miłości, szczęścia, spokoju, wyzwolenia od lęków i poczucia bezpieczeństwa. A jeśli nawet kogoś takiego znajdzie, to zrzucając z siebie odpowiedzialność za własne życie stanie się od niego całkowicie uzależniona.

(ODNOWA, nr 7/8 z 2008 roku)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *