Uzależnienie od miłości – Eugenia Herzyk

Rozdział 4
Trujący narcyz

Ricardo ma 300 sms-ów na podrywy – takie hasło wykorzystano do promocji jednej z sieci telefonii komórkowej. Dla kobiet powinno być one przestrogą, uświadomieniem sobie strategii działania współczesnych uwodzicieli.

Opisywane do tej pory formy uzależnienia od miłości dotyczyły głównie kobiet. W nałóg uwodzenia popadają przede wszystkim mężczyźni. Rekordziści potrafią w ciągu roku „zaliczyć” nawet setkę ofiar, z większością z nich lądując w łóżku. Często po pierwszej skonsumowanej randce ich zachowanie diametralnie się zmienia. Miły, sympatyczny i czuły adorator staje się zimny, oschły, niedostępny. Biada kobiecie, która uwierzyła w jego słodkie słówka, uznając je za przejaw miłości i zdążyła się zakochać. Porzucona, będzie teraz cierpieć z powodu miłosnej obsesji.

Mężczyzna uzależniony od uwodzenia potrafi też wchodzić w stałe związki – idealną dla niego partnerką jest kobieta, która „kocha za bardzo”. Dostaje on niej opiekę, wsparcie, ciepło, bezwarunkową miłość – wszystko to, czego nie dała mu jego matka. Kobieta, która wyszła z domu rodzinnego z olbrzymim głodem miłości łatwo pada ofiarą uwodziciela. Ponieważ z domu rodzinnego wyniosła schemat, że na miłość trzeba zasłużyć, widząc oddalanie emocjonalne swojego partnera, nie rozstanie się z nim, a coraz bardziej będzie się starać. Da z siebie wszystko, żeby tylko ją kochał. A mężczyzna bierze, bo mu tak wygodnie. Dla takiej kobiety szokiem staje się, gdy przypadkowo odkryje jego sms-y do kochanek. I na początku woli uwierzyć w każde jego wytłumaczenia, byle tylko nie uznać jego zdrady za prawdę.

Dlaczego to robią?

Uwodziciele wchodzą w relacje z kobietami w ściśle określonym celu – aby potwierdzić swoją męską tożsamość przed sobą i przed innymi. To, że tak bardzo są jej niepewni ma swoje źródła w dzieciństwie, w błędach wychowawczych rodziców, którzy nie potrafią dojrzale kochać. Bo też pochodzili z dysfunkcyjnych domów, a w życiu dorosłym nie skonfrontowali się z własnymi traumami, nie przepracowali ich, tylko przerzucili na swoje dzieci.

Męską tożsamość synowi powinien nadać ojciec, a to wymaga poświęcenia mu uwagi i energii, uczenia samodzielności, budowania wiary we własne siły, przekazywania umiejętności zdrowego kontaktowania się z innymi, rozbudzenia zainteresowań. I to już od najmłodszych lat. Aktywne uczestnictwo ojca w wychowaniu syna pozwala też dziecku na zerwanie symbiotycznych więzi, łączących go z matką, a tym samym na wykształcenie zdrowej, męskiej seksualności. Tymczasem współcześni ojcowie najczęściej są tak zapracowani, zajęci własną karierą, usilnym dążeniem do sukcesu, będącego dla nich potwierdzeniem ich męskości, że po powrocie do domu padając ze zmęczenia nie mają siły na zajmowanie się swoim synem. Odpoczywają w weekendy – ale wtedy wymagają, by nikt im nie przeszkadzał. W ich mniemaniu, zasłużyli sobie na to, bo przecież tak ciężko pracują na utrzymanie rodziny.

I tak w wychowaniem syna zajmuje się przede wszystkim matka. Także zmęczona, bo najczęściej pracuje na dwa etaty, drugi – w domu. Rozgoryczona, bo nie dostaje od swojego męża ciepła i wsparcia. Często przelewa swoją miłość na syna, w nadziei, że ten odwdzięczy się jej tym samym, że wreszcie będzie przez kogoś kochana. Nadopiekuńczość matki jest tak samo groźna w wychowaniu małego chłopca, jak zaniedbanie i powoduje, że jako dorosły nie będzie w stanie przerwać silnych emocjonalnych więzów, jakie ich łączą. I będzie to miało negatywne konsekwencje dla wszystkich kobiet, jakie na swojej drodze napotka, bo jako wieczne dziecko nie potrafi budować partnerskich związków.

Podświadomie wiele matek uwodzi swoich synów, szuka w relacjach z nimi nadania sobie wartości, jako kobiecie. Zamiast dojrzale, bezinteresownie kochać, wykorzystuje ich do własnych celów – uleczenia zranionej kobiecości. Chłopiec, od którego się wymaga, by wiecznie adorował matkę, dorastając ma zaburzoną seksualność. Tak naprawdę boi się kobiet, emocjonalnej bliskości i traktuje je wyłącznie instrumentalnie. Inne kobiety – chore i bezradne, nie potrafiące zadbać o własne potrzeby, nie uzyskując pomocy od męża, w małym chłopcu poszukują opiekuna. Jako nastolatek, chłopiec próbuje wyrwać się z tej roli i zaczyna mieć awersję do kobiet. Są i takie matki, które znakomicie sobie radzą po tym, jak mąż je opuścił, ale noszą w sobie złość dla ex-partnera. Syn jest dla nich potwierdzeniem własnej wartości – musi być porządny, dobrze się uczyć. Najlepiej, żeby nienawidził mężczyzn tak, jak ona. I ta przelana przez matkę na syna złość do męskiej płci powoduje, że jako dorosły nienawidzi siebie.

Przedstawione tu warianty nie wyczerpują całego spektrum błędów wychowawczych, ilustrują jedynie, jak późniejsze wykorzystywanie kobiet przez uwodzicieli ma swoje źródło w tym, że jako dzieci byli sami wykorzystani przez najważniejszą kobietę w ich życiu – własną matkę. Patologie wychowawcze pogłębiają się, gdy jedno, lub obydwoje rodziców ma problem z alkoholem, gdy w domu jest przemoc – psychiczna lub fizyczna, gdy mąż notorycznie zdradza swoją żonę, kiedy rozwiedziona matka ma coraz to nowych kochanków… Mały chłopiec wyrastając w dysfunkcyjnej rodzinie, obserwując chorą relację matki i ojca nie wie, czym jest dojrzała miłość, brak mu jakichkolwiek wzorców partnerskiego związku.

Dzika bestia

Uwodziciel nie potrafi kochać, nie jest zdolny do wyrażania swoich uczuć, nie potrafi nawiązać bliskiego kontaktu emocjonalnego, obce mu są zdrowe relacje, w których występuje równowaga dawania i brania. Tak bardzo potrzebuje kobiet, by być mężczyzną. Tak bardzo ich nienawidzi za to, że ich potrzebuje. Czuje się bardzo samotny, ale nigdy nie przyzna się do swojej słabości. Ukojenie znajduje w przyjemności, płynącej z seksu, w satysfakcji usidlenia i cierpieniach kolejnej ofiary, kiedy ją porzuci. Wielu uwodzicieli staje się seksoholikami, niewolnikami „haju”, jaki w nich wywołuje seksualne podniecenie. Kobieta w ogóle przestaje być dla nich człowiekiem, jest tylko obiektem, służącym do zaspokojenia własnych potrzeb. Dawką narkotyku. Wojciech Eichelberger w swojej książce „Zdradzony przez ojca” trafnie to ujmuje: „Męska seksualność domaga się zaspokojenia w bliskości z kobietą, ale pozbawiona dostępu do serca, skażona wstrętem, pogardą i nienawiścią staje się dziką bestią, która niszczy zarówno nas, jak i te, które tak pragniemy”.

Uwodziciel nie interesuje się duszą kobiety, tylko jej ciałem. Najlepiej, żeby było idealne, takie jak ogląda w filmach pornograficznych. Namawia swoją partnerkę do operacji plastycznej piersi, liftingu, usunięcia zmarszczek. Lubi obiekty w odpowiednim opakowaniu – pociągają go kobiety w seksownych ciuchach, butach na wysokich obcasach, noszące  erotyczną bieliznę. Z obrzydzeniem patrzy na oznaki starzenia się u kobiety, bo sam panicznie boi się starości. Ma bzika na punkcie własnego ciała – nie akceptuje go, wydaje się sobie brzydki. Nie potrafiąc dać kobiecie prawdziwej czułości, ciepła i troski, sam, na własne życzenie, pozbawia się możliwości ich doznania. Tak naprawdę uwodziciel jest człowiekiem głęboko nieszczęśliwym.

Zrozumienie natury uwodziciela jest konieczne, by się przed nim bronić, dotyczy to w szczególności kobiet, które tak bardzo pragną miłości, że w swoim zaślepieniu nie potrafią odkryć prawdziwych intencji zabiegającego o ich względy mężczyzny. Kobiety – ofiary wykorzystania w dzieciństwie nie mają instynktów obronnych, chroniących ich przed wykorzystaniem w życiu dorosłym. Podświadomie, powielając schematy z rodzinnego domu, dążą do związków z oprawcami, bo w ten sposób mają nadzieję „przerobić” swoją pierwotną traumę.

Osobowość narcyza

Każdy uwodziciel ma osobowość narcystyczną – jest skupiony wyłącznie na sobie i zaspokajaniu swoich własnych potrzeb. Nie angażuje się w związek, nie składa jasnych deklaracji – utrzymuje je w ciągłej niepewności, bo mu tak wygodnie. Wyśmiewa się z monogamii, uważa ją za przebiegłą strategię kobiet, które chcą mężczyznom założyć kaganiec moralny. Ma infantylny system wartości – liczy się dla niego atrakcyjność fizyczna, bogactwo, władza, a w życiu najważniejsze dla niego są własne przyjemności. Nigdy nie będzie wierny, ale skrzętnie ukrywa przed kobietą swoje prawdziwe „ja”. Jest mistrzem kamuflażu i kłamstw –  potrafi mieć naraz kilka partnerek, które nic o sobie nie wiedzą. Nie jest zdolny do prawdziwej empatii, jeśli pomaga, to tylko dlatego, by przez to osiągnąć jakąś własną korzyść. Chorobliwie nie znosi krytyki, a słysząc ją wpada we wściekłość. Gdy dochodzi do konfliktu, nigdy nie widzi własnych błędów i nie jest w stanie powiedzieć „przepraszam”. Uważa, że wszystko mu się należy, a gdy nie dostaje adoracji od innych – szczególnie kobiet, podsyca to tylko jego nienawiść do nich i utwierdza w przekonaniu, że z natury są one próżne i nic niewarte. Ciągle chce być podziwiany i chwalony, uważa się bowiem za kogoś szczególnego. Jest zręcznym manipulatorem i skutecznie stosuje szantaż emocjonalny – z łatwością wzbudza u partnerki poczucie winy. Paradoksem jest, że skupiony na sobie narcyz swoje poczucie wartości i nastrój całkowicie uzależnia od oceny innych. Czując się doceniony, przeżywa euforyczne chwile szczęścia, nie znajdując uznania, wpada w czarną rozpacz i depresję.

Potwór? Na dłuższą metę każdemu trudno z nim wytrzymać, oprócz tych kobiet, które ze swojego cierpienia budują sobie pomnik i dzielnie na nim stoją. W pierwszych kontaktach z innymi narcyz zachowuje się dwojako. Może wydawać się bardzo pewny siebie, być sympatyczny i miły, choć sygnałem ostrzegawczym powinno być to, że z pogardą odnosi się do innych ludzi, dzieli ich na lepszych i gorszych. Oczywiście on należy do tych lepszych. Może też być nieśmiały, czuć się niepewnie, mieć wrażenie, że wszyscy go obserwują i za swoją osobistą klęskę uznać, gdy spotka się z jakąkolwiek krytyką lub objawami odrzucenia.

Dla wszystkich narcyzów skoncentrowanie się wyłącznie na sobie jest źródłem olbrzymiego cierpienia. Wynika to z tego, że jego „ja” staje się nie tylko obiektem adoracji, ale także ataków. Stąd tak typowe dla narcyza wahania nastrojów – od samouwielbienia i poczucie bycia wyjątkowym, po samoponiżanie i depresję z powodu wiecznego niespełnienia.

Arsenał współczesnego uwodziciela

Wraz z rozwojem Internetu i telefonii komórkowej uwodziciele zyskali wspaniałe narzędzia do usidlania swoich ofiar. Co więcej – konsumpcyjna kultura gloryfikująca przyjemność jako cel nadrzędny, nie tylko sprzyja aktywności uwodzicieli, ale wręcz do niej zachęca. Młodzi ludzie mają do dyspozycji mnóstwo poradników typu „Szkoła uwodzenia”, czy „Jak podrywać kobiety?” W tekście reklamującym jeden z nich czytamy: „Czy myślisz, że do uwodzenia kobiet potrzebujesz dobrego samochodu, dużych pieniędzy i sławy? Nieprawda! Przekonaj się jak łatwo można uwieść kobietę za pomocą samych słów. (…) Podczas tego kursu dowiesz się jak wprowadzić kobietę w stan podniecenia. Podryw na maksa. Uwodziciel, to twoje przeznaczenie!”

No właśnie – co do jednego autor tego teksu się nie myli – na kobiety bardzo działają słowa. Ileż młodych dziewczyn uwierzyło w czułe słówka wysłane przez Internet od ich adoratorów z serwisów randkowych i zakochało się w nich nie widząc nawet na oczy? Co gorsza, lep słodkich słówek przyciąga także kobiety dużo starsze, które nigdy od swojego męża nie usłyszały „Kocham cię”, a teraz są zasypywane miłosnymi wyznaniami. Włącza się wtedy u nich, typowe dla spragnionych miłości kobiet, fantazjowanie. Adorowane, czują się jak w siódmym niebie, wolą żyć w zbudowanej przez siebie iluzji niż stawić czoła prawdzie. A prawda jest taka, że zdecydowana większość ogłaszających się w serwisach randkowych mężczyzn szuka wyłącznie seksu bez zobowiązań. Grą wstępną jest pisanie miłosnych maili, czy flirtowanie na czacie, czego celem jest rozpalenie kobiety do czerwoności i uwiedzenie jej. Sprawienie, by uwierzyła, że oto poznała niezwykłego mężczyznę, który ją pokochał. Po spotkaniu, zakończonym cudownym seksem, uwodziciel trzyma złapaną w sidła własnych fantazji kobietę dokonując minimalnego wysiłku – wysyłając jej sms-y. A jeśli ma do dyspozycji trzysta darmowych, jak Ricardo, to w dodatku nic go to nie kosztuje.

Taka relacja może trwać bardzo długo. Gdy kobieta wpadnie w obsesję na punkcie swego partnera, jej życie składa się z ciągłego sprawdzania telefonu i skrzynki mailowej, czy aby nie przysłał wiadomości. Nie zauważa, że spotykają się wtedy, kiedy on chce, że tak naprawdę poza uprawianiem seksu nic więcej nie robią razem. Jest zakochana – i to jej wystarcza. A uwodziciel ma ją w garści. Czasem w bezwzględny sposób wykorzystuje – ona pożycza mu pieniądze, załatwia za niego różne sprawy, pomaga w zrobieniu kariery. Gdy zaczyna rozmowę o sformalizowaniu ich związku i staje się coraz bardziej natarczywa, kontakt się urywa. A ona cierpi, zastanawiając się – co ze mną jest nie tak, że nikt mnie nie chce?

Wielu mężczyzn uzależnionych od uwodzenia tworzy, czasami zadziwiająco długotrwałe, toksyczne związki z kobietami – nałogowcami miłości, polegające na ciągłych rozstaniach i powrotach. Gdy kobieta dąży do bliższej relacji, on się wycofuje, traktując to jako zagrożenie dla własnej wolności, którą rozumie jako możliwość prowadzenia własnego, prywatnego życia. A on po prostu nie potrafi żyć bez wiecznego uwodzenia innych kobiet. Po jakimś czasie, gdy czuje się samotny, gdy wpada w depresję, zaczyna odczuwać brak kochającej go, czułej i troskliwej partnerki. Ponownie nawiązuje kontakt, a gdy kobieta, zniechęcona jego wcześniejszym postępowaniem, stawia opór, dla niego ponownie staje się wyzwaniem, bo on uwielbia zdobywać. Znów pojawiają się słodkie sms-y z zapewnieniami, że to właśnie ona jest miłością jego życia. Uwodzi ją po raz kolejny…

Uwodziciel, który wszedł w stały związek, potrafi mamić kobietę latami. Ma w domu służącą, terapeutkę, kochankę – i z tym mu wygodnie. Coraz mniej się angażuje, coraz częściej wyjeżdża i jest zajęty wyłącznie własnymi sprawami. Swojej wolności broni jak fortecy – nosi zawsze przy sobie telefon komórkowy, w komputerze wprowadza hasło, żeby partnerka nie mogła wejść do jego skrzynki mailowej. A korzystając z tych narzędzi uwodzi kolejne kobiety. Gdy zostaje zdemaskowany, reaguje agresją i zarzutami naruszenia prywatności, wpędzając swoją partnerkę w poczucie winy. Ona przyznaje mu rację, bo nie potrafi już odejść. Uzależniła się od niego, kocha go, mimo wszystko. Woli cierpieć, będąc z nim niż decydować się na przeżycie koszmarnego bólu rozstania.

Przykra prawda

Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje życie i prawdą jest, że kobieta na własne życzenie staje się ofiarą uwodziciela, a „kochając za bardzo” karmi tylko jego uzależnienie i nie pozwala mu dojrzeć. Prawdą jest również, że uwodziciele zadają kobietom wiele bólu, a nie powinno być się pobłażliwym dla oprawców. Najgorsze jednak jest to, że zarówno kobieta ofiara, jak i mężczyzna oprawca często przez całe życie bezskutecznie szukają tego samego – swojej tożsamości płciowej, której nie otrzymali od swoich rodziców i bezinteresownej miłości, którą tylko oni mogli im dać.

——————————————————————————

Dwanaście rad, jak nie zostać ofiarą uwodziciela

Do Fundacji Kobiece Serca przychodzi bardzo wiele listów od kobiet – ofiar uwodzicieli. Cierpią, bo wpadły w obsesyjną miłość lub z powodu „kochania za bardzo” kogoś, kto ich wiecznie rani swoimi zdradami. Zastanawiające jest, że wszystkie popełniają te same błędy już na początku związku, nie potrafiąc rozpoznać, z kim mają do czynienia. Oto kilka porad, które mogą ich przed nimi uchronić.

1.      Nie nawiązuj znajomości przez Internet łudząc się, że znajdziesz tam ukochanego, partnera swojego życia. Zdecydowana większość mężczyzn szuka w sieci jedynie partnerki do niezobowiązującego seksu (pozostali to Ci, którzy potrzebują służącej, terapeutki i kochanki w jednym).

2.      Nie daj się złapać na flirty, czułe słówka i komplementy, jakimi Cię obdarza poznany w Internecie facet. To typowa gra wstępna uwodziciela. Pamiętaj, że w miłości nie słowa się liczą, ale czyny.

3.      Związki na odległość nie istnieją – obydwoje partnerzy, którzy nawiązali relację przez Internet żyje w świecie swoich własnych fantazji. Kobieta – najczęściej emocjonalnych, mężczyzna – zwykle seksualnych.

4.      Jeśli widzicie się raz na tydzień, a Wasz związek polega, oprócz seksu, tylko na wymianie sms-ów, to bądź pewna, że jesteś ofiarą uwodziciela. Pisząc „Kocham Cię” może być właśnie z inną kobietą.

5.      Gdy nowo poznany mężczyzna od razu ciągnie Cię do łóżka, a Twój opór kwituje stwierdzeniem, że jesteś sztywna i staroświecka, to w stu procentach on jest uwodzicielem.

6.      Nigdy nie myl cudownego seksu i stanu zakochania z miłością. Dojrzała, partnerska miłość budowana jest latami.

7.      Gdy ubierasz się seksownie i przesadnie podkreślasz swoje kobiece wdzięki, to najczęściej wzbudzisz zainteresowanie właśnie uwodzicieli.

8.      Jeśli Twój partner nie chce przedstawić Cię rodzinie, ani swoim znajomym, to z pewnością prowadzi „podwójne” życie.

9.      Nie rozstawanie się z telefonem komórkowym, wyłączanie go na noc, ciągłe siedzenie przed komputerem, założenie blokad, byś nie miała do niego dostępu – to wyraźne znaki, że Twój mężczyzna za Twoimi plecami uwodzi inne kobiety.

10.  Zaufaj swojej intuicji – to potężna broń kobiet, z której nie korzystają tyko te, które wolą żyć w iluzji. Jeśli wydaje Ci się, że coś z Twoim partnerem jest nie tak, że ma kogoś „na boku”, to w dziewięciu przypadkach na dziesięć masz rację.

11.  Sprawdź, czy nie masz do czynienia z narcyzem – większość z nich to właśnie uwodziciele. Zobacz, jak reaguje na uzasadnioną krytykę. Przyjdź kiedyś na spotkanie w starych dżinsach, bez makijażu i sprawdź, jak na to zareaguje. Zdemaskuj w towarzystwie jakieś jego kłamstwo i oceń, jak to przyjmie. Przestań go chwalić za cokolwiek i poczekaj, czy nie zacznie Ci tego wypominać. Zobacz, czy umie mówić „przepraszam” i nigdy nie rób tego pierwsza, gdy jesteś przekonana, że wina leży po jego stronie.

12.  Poproś go kiedyś o pomoc, która wymaga od niego dużo zaangażowania i poświęcenia Ci czasu. Uwodzicieli na taką pomoc nie stać, zdecydowanie wolą kobiety, które o nic ich nie proszą.

(ODNOWA, nr 6 z 2008 roku)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *