Uzależnienie od miłości – Eugenia Herzyk

Rozdział 1
Nałóg kochania

Choć brzmi to na pozór niedorzecznie, miłość może być nałogiem.
Gdy tak jest, pojawiają się typowe objawy uzależnienia,
jak przy alkoholizmie czy narkomanii.

Anna poznała Piotra dwa lata temu. Już na pierwszym spotkaniu miała wrażenie, że zostali dla siebie stworzeni. Cudowny seks jeszcze to spotęgował. Piotr powiedział Annie, że ma żonę i dzieci, ale jego małżeństwo okazało się porażką i zamierza się rozwieść. Wkrótce zaproponował jej, żeby zamieszkała w wynajmowanej przez niego kawalerce. Odwiedzał ją tam często, ale nigdy nie nocował. Sama zdecydowała się na ciążę. Gdy się o tym dowiedział, wpadł w szał i kazał jej usunąć. Przerażona jego agresją uciekła do mamy (ojciec był alkoholikiem, wyprowadził się do innej kobiety). Ale myślała tylko o nim, o szczęśliwych chwilach, kiedy byli razem, snuła fantazje na temat ich przyszłego życia.

Gdy po kilku miesiącach odezwał się, odczuła wielką radość. Znów zaczęła się z nim spotykać. Czasem bardzo się kłócili, raz nawet ją uderzył. Ale wybaczyła mu, zwaliła na karb jego temperamentu i stresu, jaki przeżywa w związku z planowanym rozwodem. Potem Piotr wyjechał służbowo do innego kraju. Teraz kontaktuje się z nią rzadko, ostatnio w ogóle przestał dzwonić. Anna tłumaczy to tym, że jest zapracowany, a zresztą rozmowy dużo kosztują. Z niecierpliwością czeka na jego powrót. Jakiś czas temu straciła pracę, na razie jest na utrzymaniu mamy. Wierzy, że po przyjeździe Piotr na pewno zaopiekuje się nią i ich dzieckiem, które niedawno się urodziło. Bardzo się złości, gdy ktoś jej mówi, by o nim zapomniała i spojrzała prawdzie w oczy. – Jakiej prawdzie? Wy nic nie wiecie o prawdziwej miłości – odpowiada.

Miłość obsesyjna

Choć nałóg miłości występuje także u mężczyzn, zdecydowanie częściej wpadają w niego kobiety – wynika to zarówno z odmienności psychiki obu płci, jak i uwarunkowań kulturowych. Przypadek Anny ilustruje jeden z rodzajów uzależnienia od miłości – miłość obsesyjną.

Ktoś, kto wpadł w miłosną obsesję, nie potrafi zerwać związku i odejść od partnera, nawet gdy ten wyraźnie ucieka przed zaangażowaniem się w budowanie relacji, jest fizycznie lub emocjonalnie niedostępny, niestabilny uczuciowo, jest totalnym egocentrykiem, notorycznie zdradza czy stosuje przemoc. Z miłosną obsesją mamy do czynienia również wtedy, gdy partner podjął decyzję o rozstaniu, a druga strona związku nie potrafi się z tym pogodzić. Błaga o powrót, usiłuje znów nawiązać kontakt, szantażuje i grozi, czasem nawet mści się. Miłosna obsesja powoduje utratę kontaktu z rzeczywistością. Niemożliwa staje się racjonalna ocena faktów. Sens życia widzi się w związku z ukochaną osobą. Natarczywe myśli o obiekcie swojej obsesji utrudniają skoncentrowanie się na własnych sprawach – rozwoju osobistym, karierze, potrzebach. Tych, którzy na trzeźwo negatywnie oceniają związek, uważa się za wrogów.

Czasem, gdy związek jeszcze trwa, obsesja prowadzi do działań, których uzależniony sam się potem wstydzi – sprawdzania telefonu partnera, przeszukiwania kieszeni garderoby, szpiegowania. Ich przyczyną jest brak zaufania i niepewność, która zawsze w takich związkach dominuje i podsyca miłosną obsesję.

Miłość symbiotyczna

Wyobraźmy sobie, że marzenie Anny się spełniło. Piotr wrócił, postanowił rozwieść się z żoną i zamieszkać z Anną. Jaki będzie ich związek? Najprawdopodobniej Anna stanie się kobietą, która „kocha za bardzo”, jej nałóg miłości przybierze formę miłości symbiotycznej. Z lęku przed odrzuceniem uczyni wszystko, żeby silnie ze sobą Piotra związać, a jednocześnie całkowicie się od Piotra uzależni.

Wzorcami zachowań w miłości symbiotycznej jest nieustanna troska o partnera, wybawianie z opresji, ciągła kontrola nad jego życiem, ale także pełna akceptacja cierpień, jakie zadaje partner. Kobieta, która „kocha za bardzo”, zrobi wszystko dla ukochanego, poświęci mu całe swoje życie, byle tylko jej nie opuścił lub wreszcie zaczął odwzajemniać jej uczucia. Typowym objawem jest walka o to, by partner się zmienił. Jeśli jest uzależniony – od alkoholu, narkotyków czy seksu, kobieta wkłada całą swoją energię w uwolnienie partnera ze szponów nałogu – dochodzi wtedy do tzw. współuzależnienia. Gdy szuka pomocy w poradni psychoterapeutycznej, pierwszym zadawanym przez nią pytaniem jest – co mam zrobić, żeby on przestał pić, brać narkotyki, notorycznie zdradzać? I bardzo trudno jest zrozumieć, że tak naprawdę jest bezsilna, bo jej mąż sam musi podjąć decyzję o leczeniu.

We współuzależnieniu uwidacznia się kolejny symptom nałogu miłości symbiotycznej – potrzeba bycia potrzebną. Przyczyną bowiem, dla której kobiety dotknięte tym rodzajem nałogu miłości wiążą się z partnerami słabymi, niedojrzałymi, mającymi problemy ze sobą, jest – nieuświadomiona często – chęć niesienia pomocy. Dążąc do maksymalnie silnego związania ze sobą partnera, kobieta uzależnia go od siebie, robi wszystko, żeby bez niej nie potrafił sobie dać rady w życiu.

Miłość ambiwalentna

Załóżmy inny scenariusz. Anna po roku czekania na Piotra, wobec braku jakiegokolwiek kontaktu z jego strony, traci nadzieję na jego powrót. Postanawia ułożyć sobie życie, znajduje pracę i desperacko zaczyna poszukiwać nowego partnera. Tworzy swój profil w serwisie randkowym, zamieszcza zdjęcie i oczekuje na propozycje. Jest ich dużo, Anna jest bowiem atrakcyjną młodą kobietą. W opisie na razie o dziecku nie wspomina, bo nie chce zniechęcać swoich przyszłych adoratorów. Odpisuje na listy, prowadzi równocześnie korespondencję z kilkunastoma mężczyznami. Jej samoocena bardzo wzrasta, w listach pojawiają się komplementy pod jej adresem. Umawia się na spotkanie z najlepszym, jej zdaniem, kandydatem. Jest nim oczarowana – przystojny, dobrze ubrany, miły. Szybko ląduje z nim w łóżku. Nauczona jednak przykrym doświadczeniem z Piotrem, nie chce od razu angażować się emocjonalnie w ten związek. Ma przecież tyle innych propozycji… Jej uzależnienie od miłości przybrało teraz formę miłości ambiwalentnej.

Ambiwalencja w psychologii to przeżywanie przeciwnych stanów uczuciowych, na przykład wstrętu i pociągu, nienawiści i miłości w stosunku do tych samych osób. Zranienie, jakiego doznała Anna, wyzwoliło w niej lęk przed bliskością. Choć w dalszym ciągu przeraźliwie tęskni za miłością, jednocześnie panicznie boi się intymności. Kobieta uzależniona od miłości ambiwalentnej nie obawia się rozstania – ona bez przerwy rozstaje się z kolejnymi partnerami. Jej problemem jest nieumiejętność stworzenia stałego związku. Ta forma nałogu miłości występuje w kilku odmianach, jedną z nich jest uzależnienie od romansów. Na pozór wyzwolona, szczęśliwa kobieta, mająca powodzenie u mężczyzn i zmieniająca ich jak rękawiczki, tak naprawdę ucieka przed swoim bólem, przed sobą.

Skąd ten nałóg?

Nałogi biorą się z nieumiejętności kontrolowania swoich emocji – ich regulatorem staje się czynnik uzależniający. Nałogowiec miłości nie potrafi poradzić sobie z lękiem przed samotnością. W samotności bowiem odzywają się wszystkie wewnętrzne bóle, u podłoża których leży niska samoocena. Kobieta – nałogowiec miłości – czuje swoją wartość, swoją kobiecość tylko poprzez związek z mężczyzną. Przyczyny zawsze tkwią w dzieciństwie, w deficytach dojrzałej miłości i pełnej akceptacji ze strony rodziców. Niedostatek opieki lub nadopiekuńczość, zbytnia kontrola lub dawanie za dużej swobody, przemoc psychiczna i fizyczna lub brak kontaktu emocjonalnego, nadużycia seksualne lub restrykcyjne podejście do seksualności –  to wszystko powoduje, że dziecko wchodzi w dorosłe życie z niedojrzałą, niepełną osobowością. Traumy z dzieciństwa pogłębiają się w dorosłym życiu, jest to tzw. efekt kuli śnieżnej. Każdy nieudany, toksyczny związek powoduje tylko wzrost uzależnienia od miłości. Pogłębia jej głód i zwiększa lęk przed samotnością. Osłabia poczucie własnej wartości.

Tkwienie w toksycznym związku czy nieustanna zmiana partnerów daje tę korzyść, że kobieta nie musi zajmować się sobą. Jej życie to sinusoida – góry i doły, euforie zakochania, radości i spełnienia, poczucie mocy i bycia w „siódmym niebie” oraz wyniszczające cierpienia z powodu upokorzeń, rozstań, poczucia bycia „nikim”. Dopóki jednak tkwi w nałogu, nawet te cierpienia wydają się bardziej strawne niż konieczność konfrontacji ze swoją wewnętrzną pustką i brakiem sensu życia. Lepiej już je znosić „w imię miłości”, budować sobie pomnik ze swojego cierpienia, niż przyznać się przed sobą, że tak naprawdę jest się zagubioną, płaczliwą, małą dziewczynką, która nie zaznała dojrzałej rodzicielskiej miłości i teraz desperacko szuka zaspokojenia tego deficytu u mężczyzn.

Bardzo często kobiety uzależnione od miłości na zewnątrz odbierane są jako niezwykle silne, zaradne, dające sobie radę w życiu. Tak jest jednak pod jednym warunkiem – że są związane z jakimś mężczyzną. Ich siła jest tak naprawdę maską, iluzją, bo gdy zostają same, to okazuje się, że – tracąc sens swojej siły, której prawdziwe imię brzmi: „ucieczka przed samotnością” – nie potrafią sobie w życiu poradzić.

Konsekwencje nałogu

O uzależnieniu od alkoholu, czy narkotyków mówi się wiele i każdy ma świadomość istnienia, a także zgubnych konsekwencji tych nałogów. O tym, że można uzależnić się od miłości mówi się od niedawna, tak jak o innych uzależnieniach czynnościowych – od seksu, Internetu, gier komputerowych, hazardu, jedzenia. Tak naprawdę uzależnić się można od wszystkiego.

U każdego nałogowca bardzo silnie działa mechanizm zaprzeczania. W chwilach słabości, depresji i cierpienia przyznaje się on do swojego uzależnienia, gdy czuje się silniejszy, mówi – mnie to nie dotyczy. Zaprzeczenie najczęściej znika dopiero wtedy, gdy ujawniają się szkodliwe konsekwencje nałogu, kiedy pomimo coraz większych strat powtarza się swoje nałogowe zachowania. Kiedy świadomość braku kontroli nad własnym życiem wymusza przyznanie się do bezsilności wobec uzależnienia.

Jakie są szkodliwe konsekwencje nałogu miłości? Dotkliwe straty uzależniony odczuwa w trzech dziedzinach – emocjonalnej, fizycznej i materialnej. Przyjrzyjmy się im na przykładzie Anny. Najważniejszą dla niej stratą emocjonalną, i to niezależnie od zrealizowanego scenariusza, jest nieumiejętność stworzenia stabilnego, dojrzałego związku. Takiego, który daje jej poczucie bezpieczeństwa, stymuluje do osobistego rozwoju, w którym jest szanowana i kochana prawdziwą miłością, w której seks jest jej wyrazem. Koncentracja na miłosnych „hajach” prowadzi Annę do utraty innych zainteresowań, zdolności do komunikacji z samą sobą, zubożenia uczuć. Mówi się, że każde uzależnienie „wyżera duszę”. Straty fizyczne – to utrata zdrowia spowodowana ciągłym życiem „na krawędzi”, stresami, życiem w niezgodzie z sobą. Tak wiele się ostatnio mówi o psychicznych uwarunkowaniach wielu chorób – nadciśnienia, uporczywych migren, problemów z trawieniem, nowotworów, nerwic, depresji. Straty materialne uwidaczniają się poprzez brak dbałości o własne finanse, ale także coraz  gorsze wyniki w pracy, niewykorzystywanie swojego potencjału, czy nieumiejętność uzyskania samodzielności finansowej.

Nałogowiec szuka pomocy i podejmuje leczenie, gdy cierpienie związane z odstawieniem czynnika uzależniającego wydaje się być mniejsze niż ból wywołany kontynuacją nałogu. Bardzo wiele kobiet tkwi w uzależnieniu od miłości przez całe życie. Na jednym biegunie są wiecznie romansujące, seksowne singielki. Na drugim stłamszone przez mężów żony, które wciąż przyrządzają zbyt słoną zupę. Wszystkie tak naprawdę bezustannie marzą o wielkiej miłości, nie zdając sobie sprawy, że aby ją znaleźć, muszą najpierw pokochać siebie.

——————————————————————————

HISTORIA PRZYPADKU

Głód miłości

Karolina ma już 32 lata, ale wciąż nie wie, kim jest i jaki sens ma jej życie. Niedawno podjęła decyzję o rozwodzie, ale w głębi serca wciąż się waha…

Była typową „córeczką tatusia”. Wszędzie ją ze sobą zabierał, chwalił jej osiągnięciami i wciąż powtarzał, że brzydzi się ludźmi słabymi, takimi, którzy płaczą. Zawsze bawiła się tylko z chłopakami, grała w nogę, chodziła po drzewach, lalki, które dostawała, odrzucała w kąt. Bardzo lubiła, gdy inni mówili do niej Karol. Kiedyś matka wyjawiła jej tajemnicę –  ojciec bardzo chciał, żeby urodziła się chłopakiem i był bardzo rozczarowany córką. Jako nastolatka Karolina często towarzyszyła ojcu, gdy chodził na piwo z kolegami. Często też była wysyłana przez matkę, by odnalazła ojca w barze i przyprowadziła go do domu. Kiedy miała piętnaście lat, na jednej z imprez, na której alkohol lał się strumieniami, została brutalnie zgwałcona przez kilku chłopaków. Potem chwalili się swoim wyczynem w całym mieście. Ona z nikim na ten temat nie rozmawiała, nawet już będąc dorosłą, kiedy podjęła terapię. Wciąż ma poczucie, że sama jest sobie winna i bardzo się tego wstydzi.

W jej domu rodzinnym seks był tematem tabu, nie mówiło się o tym w szkole, a z lekcji religii wyniosła przeświadczenie, że to grzech śmiertelny. Nie potrafiła jednak powstrzymać rosnącego w niej – wraz z jej szybszym od rówieśniczek, fizycznym dojrzewaniem – seksualnego pociągu do mężczyzn. Po tym gwałcie wiele razy uprawiała seks z przygodnymi partnerami. Karolina szukała bliskości, akceptacji, ale wiązała się z mężczyznami, którzy chcieli od niej tylko jednego – seksu. Żaden związek nie trwał długo, opuszczali ją, zarzucając, że jest zaborcza, żenili się potem z innymi kobietami. Nie rozumiała, co jest z nią nie tak.

Ukończyła szkołę z całkiem dobrym wynikiem, uciekła z rodzinnego miasta, znalazła pracę, podjęła studia, wynajęła mieszkanie. W nowym środowisku, oderwana od traumatycznych przeżyć, szybko weszła w inną rolę. Teraz to ona wykorzystywała i manipulowała mężczyznami. Uwodziła ich, rozkochiwała w sobie, przyciągała seksem, by za chwilę porzucić i odczuwać przyjemność w tym, jak cierpią. Karała mężczyzn za krzywdy, których od nich wcześniej doznała. Jednak gdy „haj” kolejnego udanego podboju ustępował, wpadała w depresję. Czuła się nic nie wartym śmieciem.

Marek zafascynował ją tym, że był zupełnie inny, bo nie interesował go seks. Nie mogła uwierzyć, że ktoś może ją pokochać, bo tak naprawdę uważała się za niewartą miłości. On ją adorował, pomagał, interesował się jej problemami. Gdy się jej oświadczył po dwóch miesiącach znajomości, nie zastanawiała się długo. Wkrótce zaszła w ciążę, urodził im się syn. Wielka radość szybko przerodziła się w koszmar. Marek coraz więcej pił i coraz częściej znikał z domu. Teraz wie, że symptomy jego uzależnienia od alkoholu widać było zanim się pobrali, ale je bagatelizowała i wierzyła, że po ślubie się zmieni.

Pogłębiający się alkoholizm Marka uruchomił w niej jakąś niezwykłą siłę. Zamiast dzieckiem, zajmowała się głównie nim. Była czuła i opiekuńcza. Ponieważ finansowo powodziło im się coraz gorzej, oddała dziecko do żłobka i podjęła pracę. Wyszukała w Internecie ośrodek dla uzależnionych od alkoholu, umówiła go na pierwsze spotkanie. Poszedł, ale szybko zrezygnował. Zaczął jej zarzucać, że tak naprawdę pije przez nią, że jest egoistką, która go zupełnie nie rozumie. A poza tym powinna być mu wdzięczna za to, że z nią jest, bo nikt inny by nie chciał. Gdy nazwał ją nic nie wartą dziwką, żałowała, że opowiedziała mu o swojej przeszłości.

Nie potrafiła od niego odejść. Nie chciała zostać sama, poza tym było przecież ich dziecko. Zacisnęła zęby, zrobiła studia podyplomowe, awansowała, zaczęła nieźle zarabiać. Swoje poczucie wartości podbudowała wchodząc w romans z szefem. Była bardzo atrakcyjną kobietą i długo odrzucała jego zaloty. Kiedyś mąż sprawdził jej komórkę i zobaczył miłosne sms-y. Zaczęło się piekło – były awantury, bicie, grożenie samobójstwem, gdy nie skończy tego romansu. W niej znów odżyło poczucie winy. Teraz, gdy ma już świadomość problemu, widzi, że przeniosła schematy wyniesione z rodzinnego domu. Jej ojciec nigdy nie miał szacunku do matki – bił ją i wyzywał. A matka była w stanie znieść wszystko.

Najgorsze było to, że Karolina wciąż kochała Marka. Będąc w totalnej rozterce podjęła terapię dla współuzależnionych, żeby ratować związek. Dziś zdaje sobie sprawę z tego, że głównie opowiadała terapeutce o jego, a nie o swoich problemach. Ale efektem tej terapii było to, że zobaczyła swoje małżeństwo z zupełnie innej perspektywy. I zdobyła się na to, żeby powiedzieć – dość. Gdy Marek zniknął po raz kolejny z domu, spakowała jego rzeczy i wystawiła za drzwi. Zmieniła zamki. Złożyła wniosek o rozwód.

Po miesiącu ciszy Marek zaczął do niej wydzwaniać. Powiedział, że sam zgłosił się na terapię przeciwalkoholową do zamkniętego ośrodka. Karolina czuła się coraz bardziej samotna, tęskniła za nim i choć rozsądek podpowiadał jej, że ten związek był toksyczny i szkodliwy dla niej, emocje, napędzane głodem miłości powodowały, że wciąż chciała, żeby wrócił, żyła fantazjami. Po terapii dla współuzależnionych rozpoczęła terapię dla DDA – dorosłych dzieci alkoholików, próbując odzyskać poczucie własnej wartości, chcąc zmienić schematy swoich zachowań. Przerażało ją to, jak zachowuje się jej syn. Miał zaledwie osiem lat, ale w stosunku do niej był agresywny, zupełnie nad nim nie panowała..

Karolina uważana jest za silną kobietę, która poradzi sobie z każdymi przeciwnościami losu. Materialnie stoi całkiem nieźle, jest samodzielna, potrafi nawet zmienić koło w samochodzie. Jednak oprócz męża nie udało się jej utworzyć żadnych bliskich relacji. Czuje się całkowicie wyobcowana. Aby zagłuszyć ból samotności, wdaje się w kolejne, krótkotrwałe romanse z mężczyznami poznanymi w Internecie. „Haj” seksu na chwilę ją znieczula, ale ból odczuwany potem jest coraz bardziej nie do zniesienia. Nie ma żadnej przyjaciółki, w ogóle bardzo trudno nawiązuje relacje z kobietami. Ojciec wbił jej do głowy przekonanie, że kobiety są gorsze i zawsze muszą zasłużyć na względy mężczyzn.

Przyczyną niezdolności Karoliny do stworzenia dojrzałego, stabilnego związku jest „czarna dziura” głodu miłości zaznanego w dzieciństwie. Dopóki nie przejdzie terapii, pozwalającej jej przeżyć ból, który do tej pory tłumiła, dopóki nie wyleje morza łez – nie w użalaniu się nad sobą, tylko czując empatię do skrzywdzonej dziewczynki, którą kiedyś była, dopóty przeżyte traumy będą mieć negatywny wpływ na jej życie. Wyniesione z dzieciństwa deficyty miłości, wciąż pogłębiające się w kolejnych związkach z mężczyznami, będą trawić ją jak rak. Karolina musi odzyskać kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Otoczyć je troską i pokochać. Jeśli jej wewnętrzne dziecko będzie poszukiwać miłości u innych, odnajdzie tylko kolejne cierpienia.

(ODNOWA, nr 3 z 2008 roku)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *